Wikpedystów spotkania robocze

Jak się wydaje, do tradycji warszawskiej społeczności wikipedystów (czy szerzej – wikimedian) weszło już organizowanie „Zlotów pod Syrenką”, czyli spotkań poświęconych przede wszystkim wikiprojektowi Warszawa. Inicjatywa ta, rozpoczęta w październiku 2009 r. spotkała się aprobatą lokalnej społeczności, a także – co warte podkreślenia – finansowym wsparciem Stowarzyszenia Wikimedia Polska. Jakkolwiek nie zawsze zgadzam się z polityką finansową Stowarzyszenia, finansowanie tego rodzaju spotkań uważam za znakomity pomysł. Może się wydawać, że mając do dyspozycji kanały IRC, strony dyskusji, komunikatory itp. nie potrzebujemy już spotykać się na żywo. Tak jednak nie jest; mając już spore doświadczenie w pracy w redakcji strony internetowej, mogę z całą pewnością potwierdzić, że nic nie zastąpi normalnego kontaktu. Z kolei wyłożenie nawet kilkuset złotych sprawia, że zlot można przeprowadzić w całkiem przyzwoitych warunkach.

21 maja 2010 r. odbyło się kolejne z takich spotkań, tym razem w Klubie Wieżyca przy al. Jerozolimskich 1 (Most Poniatowskiego). W moim przynajmniej odczuciu, nie było to najlepsze miejsce na organizację takiego spotkania; w porównaniu do herbaciarni Ganders Tea Room (w której odbył się zlot w zeszłym roku) był o wiele większy hałas, a ustawienie stołów zdecydowanie nie sprzyjało rozmowom. Za plus należy policzyć dodatkowe emocje związane z groźbą podtopienia oraz bardzo dobre kiełbaski i szaszłyki (na koszt Stowarzyszenia, rzecz jasna!).

Jak już wyżej wspomniałem, tematem przewodnim, przynajmniej teoretycznie, była sytuacja Warszawy na Wikipedii. Mówiąc wprost, tak referujący jak i zebrani uznali ją za złą; temat jest ogromny, nie do ogarnięcia przez jedną osobę, a codziennie przybywają średnio dwa nowe artykuły związane z naszą stolicą. Co gorsza, brakuje dobrych artykułów wzorcowych, w oparciu o które można by tworzyć i poprawiać następne. Padła w związku z tym propozycja podziału wikiprojektu Warszawa na kilkanaście/kilkadziesiąt podprojektów tematycznych, co umożliwiłoby ich kierownikom skupienie się na wąskich, konkretnych zagadnieniach. Czy ostatecznie została przyjęta, tego nie wiem, ale nie wydaje mi się aby była możliwa do realizacji. Do czegoś takiego potrzebnych by było kilkunastu/kilkudziesięciu aktywnych wikipedystów, gdy tymczasem brakuje chociaż jednej osoby do aktualizacji portalu. Padł też pomysł, aby po mieście chodzić z aparatem, i przy okazji łapać zabytki (jest ich lista z podziałem na ulice). Na to mogę jedynie westchnąć, albowiem niezależnie od tego, ile zdjęć Warszawy znajdzie się na Commons, niespecjalnie poprawi to sytuację artykułów okołowarszawskich. Zaoferowałem pomoc Wikiźródeł – otóż niewykluczone, że w starych encyklopediach znajdą się  hasła, mogące posłużyć za źródła do artykułów biograficznych i historycznych.

Kilka słów powiedziano też o Wikimanii. W sumie, wieści są dosyć dobre; pieniądze się znalazły, miejsca noclegowe też, stypendia zostaną niedługo przyznane, a wejściówki chyba nie będą zbyt drogie. Ze swej strony mogę zauważyć, że naprawdę przydałoby się znaleźć chociaż jedną osobę do aktualizacji  i rozwoju strony internetowej. Niestety, strona Wikimanii wygląda na opuszczoną i niezależnie od tego, jak jest naprawdę, sprawia wrażenie że sprawą nikt się nie interesuje.

Udało się trochę popchnąć sprawę Wikiźródeł. Możliwe, że niedługo w naszym projekcie znajdzie się kolejna encyklopedia; niepokoi tylko data jej powstania. 1907 r. to już stosunkowo niedawno, i istnieje obawa, że encyklopedia jest chroniona prawem autorskim. Odbyła się też krótka dyskusja na temat uwspółcześniania tekstów, w której stanowczo oponowałem przeciwko wprowadzaniu uwspółcześnień na Wikiźródła. Prawda jest taka, że nikt z obecnej ekipy nie wie, wedle jakich zasad przeprowadza się takie uwspółcześnienia, i nasze próby w tym kierunku mogłyby doprowadzić do zniekształcenia tekstów. Jeden z moich oponentów obiecał w związku z tym, że rozejrzy się za polonistami mogącymi pomóc w tym zakresie. Pożyjemy, zobaczymy.

Na tym niestety skończył się mój udział – jako że mieszkam na granicy miasta, musiałem wcześniej opuścić spotkanie, aby zdążyć na ostatni autobus. Podsumowując, zlot uważam za udany; może nie tak udany, jak zeszłoroczny, ale bardzo sympatyczny, odprężający i korzystny dla pracy w projektach.

A poza tym na Wikiźródłach…

Stefan Żeromski Elegie i inne pisma literackie i społeczne – pokaźny zbiór tekstów tego autora. Interesujący ze względu na opublikowany w nim list otwarty W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym, jeden z tych tekstów, które niby są powszechnie znane, ważne dla twórczości danego autora, a których tak naprawdę nigdzie nie można w całości znaleźć.Illustrowany przewodnik do Tatr Pienin i Szczawnic - okładka

Walery Eljasz-Radzikowski Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic. Interesujące spojrzenie na polskie góry w czasach (1870 r.), gdy turystyka jeszcze nie była tak powszechna. Że zacytuję autora:

…z naszego kraju mało dotąd ludzi odważyło się puścić w Tatry, wyobrażając sobie podróż do nich z jakiemiś niebezpieczeństwami połączoną…

Naprawdę trudno sobie wyobrazić Tatry inaczej, niż jako góry swojskie, niskie i do bólu turystyczne. A jak widać, jeszcze niedawno wcale takie nie były.

Wincenty Pol Dzieła wierszem i prozą. Nie da się ukryć, że Wincenty Pol nigdy nie cieszył się taką sławą jak Mickiewicz  czy nawet Konopnicka. I chyba słusznie, bo czytając jego utwory nie widzę nic, co by jakoś wykraczało poza zwykłe pisarstwo z jego epoki. Przypuszczam, że ciekawsze są dzieła Pola z zakresu geografii, i kto wie, może kiedyś znajdą się na Wikiźródłach.

Reklamy

4 komentarze

  1. magalia said,

    Maj 22, 2010 @ 2:38 pm

    Pozwolę sobie popolemizować trochę 🙂 Otóż niekoniecznie uważam finansowanie przez Stowarzyszenie lokalnych zlotów za dobry pomysł (za wyjątkiem może pobytu i podróży osób, które są spoza miasta, a chciałyby uczestniczyć w zlocie) – poznaniacy spotykają się bardzo często i nigdy nie przyszło nam do głowy występować o pieniądze na wyżywienie w naszym mieście zamieszkania (!). Spotykamy się w naszej stałej knajpie i spotkania te są niezwykle twórcze, przyjemne i owocne; nie wiem w jaki sposób szaszłyki za stowarzyszeniowe pieniądze miałyby uczynić je bardziej twórczymi, przyjemnymi, owocnymi. Nie jest prawdą, że finansowanie przez Stowarzyszenie umożliwia przyzwoite warunki – na poznańskie nie narzekam i myślę, że współuczestnicy również. Sprawa wygląda inaczej, kiedy mamy do czynienia z ogólnopolskim zjazdem, konferencją trwającą kilka dni, koniecznością wynajęcia sali konferencyjnej i osobami, które przyjeżdżają z różnych miejsc Polski, wtedy oczywiście finansowanie jest niezbędne. Ale jeśli wychodzę z domu, idę do knajpy i tego samego wieczoru do domu wracam – nie przyszłoby mi do głowy, żeby ktoś miał mi finansować cokolwiek – przecież głodem nie przymrę :). W sytuacji, w której wcale nie jest łatwo uzyskać wikigranty, czy inne pomoce (szczególnie dla projektów siostrzanych), finansowanie siedzenia w knajpie na lokalnym zlocie nie wydaje mi się wątpliwym pomysłem.
    Może to poznańska oszczędność, ale nigdy nie występowaliśmy o dofinansowanie naszych zlotów i nie sądzę, żeby w przyszłości miało się to zmienić.

    A Wikiźródłom jak zawsze życzę jak najlepiej i trzymam kciuki za kolejne przepisane stronnice 🙂

    • teukros said,

      Maj 22, 2010 @ 3:06 pm

      Powiem tak – gdyby Stowarzyszenie prowadziło aktywną politykę finansową, było taką „fabryką projektów” w której cały czas tworzone są i realizowane nowe przedsięwzięcia wymagające nakładów, to rzeczywiście w całości zgodziłbym z powyższym stanowiskiem. Mając do wyboru szaszłyk lub np. płatną pomoc merytoryczną przy ważnym artykule, na pewno wybrałbym to drugie. Ale w obecnej sytuacji, gdy pomysłów na wydanie pieniędzy nie ma i stosunkowo niewiele się dzieje, poprawa humoru wikimedian przy pomocy smacznych kiełbasek wcale nie wydaje się takim złym wydatkiem. Zachęcam wręcz do występowania do Stowarzyszenia z podobnymi inicjatywami, bo jeżeli gdzieś się ma narodzić pomysł na naprawdę sensowne wykorzystanie pieniędzy, to najprędzej na takim spotkaniu. A jeżeli narodziny takiego pomysłu ufunduje samo Stowarzyszenie, tym lepiej.

      • Awersowy said,

        Maj 22, 2010 @ 3:45 pm

        Hm, no nie wiem, czy ludzie wpłacający 1% OPP lub w inny sposób wspierający stowarzyszenie mieli rzeczywiście na myśli fundowanie jedzenia wikipedystom…

  2. Awersowy said,

    Maj 22, 2010 @ 2:41 pm

    Wincenty Pol cieszył się olbrzymią popularnością okresu późnego romantyzmu, ale była to popularność „masowa”, jak byśmy dzisiaj powiedzieli. Czyli czytały to i zachwycały się tłumy niewykształconych osób. Najważniejszy jego tekst – Mohort – stanowił oś sporu pomiędzy romantykami a pozytywistami, np. odczyt Spasowicza nt. Pola wywołał ostre dyskusje (zob. przypis 31 w haśle Lalka (powieść)) – http://pl.wikipedia.org/wiki/Lalka_%28powie%C5%9B%C4%87%29#cite_note-30. Mohort przez kilkadziesiąt lat nie był wznawiany, bo rzeczywiście został potem uznany za dzieło słabe i niewiele warte, dopiero pod koniec XX wieku ukazało się wznowienie w jakiejś serii wydawniczej. Dlatego dobrze by było mieć to na Wikiźródłach :).


%d blogerów lubi to: