O zmianach i nowych projektach

Pomimo okresu urlopowo-wakacyjnego, na Wikiźródłach praca wre. Jeżeli chodzi o dynamikę rozwoju sektora proofread, nie mamy sobie równych – nie dalej jak wczoraj wyprzedziliśmy projekt hiszpańskojęzyczny, i weszliśmy na 6. miejsce w rankingu. Zwraca uwagę znaczna liczba stron uwierzytelnionych (w pełni opracowanych) – nie tylko szybko się rozwijamy, ale i coraz bardziej zwiększamy jakość publikowanych utworów. Sukcesy te oczywiście są zasługą stale rosnącej grupy osób z uprawnieniami redaktorskimi (obecnie równo 30).

A w związku z powyższym, zacząłem czynić pierwsze, bardzo ostrożne i sondażowe przymiarki do całkowitego przejścia Wikiźródeł z „tradycyjnego” systemu publikowana treści na proofread. Biorąc pod uwagę, że właściwie tylko teksty oparte na skanach dają gwarancję wysokiej jakości, uważam takie przejście za niezbędny krok na drodze uczynienia z Wikiźródeł serwisu naprawdę użytecznego dla czytelnika. Nie strony, na której co najwyżej  „można se poczytać”, ale także strony, z której można kopiować utwory bez obawy, że trafi się na jakieś bzdury w tekście lub lichy OCR.

Pierwsze rozmowy poczynione w tym temacie pozwalają z optymizmem patrzyć na losy propozycji, ale mam też świadomość, że jest ona bardzo rewolucyjna. Nawet jeżeli zostanie wprowadzona w życie, przypuszczam że nie w formie bezwzględnej zasady – konieczne będzie zrobienie miejsca na wyjątki.

Mam też wielką chęć na włączenie Wikiźródeł  systemy informacji o zdigitalizowanych tekstach (np. NUKAT), a do tego trzeba by mieć solidny „towar” i profesjonalny system opisu tekstów, myślałem o wprowadzeniu Dublin Core. Ale to musi poczekać – ludzi brak, na bibliotekoznawstwie nikt u nas się nie zna,  a wprowadzanie zbyt wielu zmian naraz może się negatywnie odbić na projekcie. Niemniej jednak, uważam to za wykonalne.

A poza tym na Wikiźródłach…

Ostatecznie przyjęte zostały zasady odbierania uprawnień administratora/biurokraty. W listopadzie 2010 r. nastąpi pierwsza weryfikacja tychże, i naprawdę jestem ciekaw, co z tego wyjdzie – pomijając podobne zasady dotyczące biurokratów na Wikipedii, jest to pierwsza tego rodzaju inicjatywa w polskojęzycznym projekcie. Mimo wszystko, nie oczekuję jakiejś szczególnej rewolucji; podobne instytucje od dawna działają na anglojęzycznych Wikiźródłach i na Meta, i z tego co jest mi wiadome, nie budzą żadnych kontrowersji.

Dzięki ogromnej pracy wykonanej przez sp5uhe i Tommy’ego_Jantarka, mamy obecnie zautomatyzowane wyświetlanie „tekstów dnia” na stronie głównej  (trzy różne na każdy dzień). Oszczędza to masę pracy przy SG, nie trzeba też pamiętać o wstawianiu następnego tekstu pod koniec miesiąca. Poprzednio rodziło to kłopoty – niekiedy zapominaliśmy o uzupełnianiu SG, i dopiero czerwone linki na początku miesiąca przypominały nam, że trzeba by coś wrzucić.

Niestety, nadal nie został rozwiązany problem nowych tekstów na SG. W zasadzie mamy konsensus co do tego, że powinny one się tam znajdować, ale w praktyce nikomu nie chce się po dodaniu nowego utworu aktualizować odpowiedniego szablonu. Jest to o tyle zrozumiałe, że niekiedy po ukończeniu projektu proofread utwory dodawane są masowo (np. 50 za jednym zamachem), co edycję szablonu czyni bardzo niewygodną. Rozwiązaniem mógłby być system automatycznego aktualizowania znany z Wikinews, ale jego uruchomienie na Wikiźródłach wymagałoby pracy tak koncepcyjnej, jak i informatycznej – a chwilowo nie mamy na to sił.

Mamy też kilka nowych projektów:

Felicjan Faleński, Meandry; zbiór niezbyt (dla mnie przynajmniej) ciekawych krótkich utworów poetyckich tegoż autora. Dużo „mundrości” życiowych, niemalże „100 powiastek dla dorosłych” (by sparafrazować  tytuł zbioru Shmida). Nie da się ukryć, że wszelki dydaktyzm w literaturze mnie irytuje, o wiele bardziej wolę „sztukę dla sztuki”, i już bardziej chłopomania Konopnickiej do mnie przemawia. Ale cóż – jest poezja, jest OCR, szybko się zrobi. a kto wie – może się na coś komuś przyda.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego (licznych autorów); kolejne na Wikiźródłach dzieło o charakterze encyklopedycznym, w 14. tomach (na razie opracowujemy dwa). Biorąc pod uwagę, że w sieci można znaleźć już dobrze opracowany OCR, przypuszczam że praca pójdzie stosunkowo szybko. Obawiam się jedynie wejścia w prawa autorskie – ostatni tom wydany został w 1902 r., czyli wchodzimy już w „niebezpieczny” pod tym względem XX wiek. Niestety, przekonane że co wydane w XIX wieku jest bezpieczne, nie do końca się sprawdza, co sam miałem okazję sprawdzić przy okazji opracowywania Encyklopedii kościelnej, której ostatni autor zmarł w 1945 r.

Stefan Kołaczkowski, Twórczość Jana Kasprowicza. Krytyczne opracowanie twórczości tegoż autora, pochodzące z 1924 r. Tekst interesujący i pożyteczny, acz z uwagi na dosyć skomplikowaną strukturę obawiam się, że dosyć długo będzie leżał na stronie projektów.

Wikimania okiem Teukrosa

Dwa dni minęły, w miarę doszedłem już do siebie, czas więc napisać o wrażeniach z Wikimanii.

Do Gdańska przybyłem w piątek późnym wieczorem. Po niezbyt przyjemnej podróży z solidnym opóźnieniem i szwankującą klimatyzacją, nie miałem już ani sił, ani ochoty na  jakąkolwiek aktywność, w związku z czym udałem się do wynajętego hostelu i niezwłocznie poszedłem spać.

W sobotę, około południa udałem się do Filharmonii Bałtyckiej. Żaden z punktów programu przewidzianych na godzinę 11.30 nie wzbudził mego zainteresowania, tak więc pierwszą „atrakcją” Wikimanii jaką zaliczyłem były Invited talks: Ortega & Moeller, na które poszedłem zaciekawiony, jak też na życie Wikimediów wpłynęło wprowadzenie wersji oznaczonych. Wnioski z przeprowadzonych badań na dewiki były – dla mnie przynajmniej – nieco zaskakujące; liczba edycji spod IP nie spadła (a przynajmniej nie wygląda na to, aby spadała na skutek wprowadzenia wersji oznaczonych), ilość wandalizmów wzrosła i to znacznie, oczekujące zmiany przeglądane są szybko i sprawnie. Przyznam, że spodziewałem się (i sądząc z reakcji widowni, nie tylko ja), że wprowadzenie wersji oznaczonych istotnie wpłynie na zmniejszenie ilości edycji niezarejestrowanych użytkowników. Jak widać jednak, mechanizm ten działa na tyle sprawnie, że nie jest przeszkodą dla edytujących. Co ciekawe, o wiele większym utrudnieniem niż wersje oznaczone okazało się wprowadzenie obowiązkowego opisu edycji, które faktycznie spowodowało gwałtowny spadek ilości edycji anonimowych. Po wycofaniu się z tego pomysłu, ilość edycji dosyć szybko wróciła do poprzedniego poziomu. Bardzo, ale to bardzo niepokojące okazały się (dla mnie przynajmniej) statystyki dotyczące ilości wandalizmów. Przy spadającej powoli, ale stale ogólnej ilości edycji, ilość wandalizmów rośnie wręcz wykładniczo. Całkiem możliwe, że wersje oznaczone wprowadzono w ostatnim momencie, w którym mogły zapobiec zalewie Wikipedii przez wandali.

Pocieszony ww. wnioskami, udałem się następnie na serię wykładów pod zbiorczym tytułem Exodus: Is Wikipedia Dying or Maturing? Tym razem wnioski nie okazały się tak optymistycznie. Ilość edycji na Wikipedii (rozumianej jako całość, wszystkie wersje językowe) spada. Pocieszające jest to, że są wersje językowe (rosyjska dla przykładu), które rozwijają się bardzo dynamicznie, można też spodziewać się, że coraz większe znaczenie będą mieć wersje w językach nie-europejskich (WMF przewiduje, że w ciągu kilku lat udział anglojęzycznych użytkowników w projektach spadnie do około 10%). Niezbyt interesująco wypadła analiza przyczyn, dla których z projektów odchodzą użytkownicy. Potwierdziła w zasadzie to, co wszyscy wiemy – że im dłużej dana osoba edytuje projekt, tym większa szansa, że przyczyną odejścia będą problemy o charakterze osobistym, nie merytorycznym. Nie padły żadne propozycje naprawy tego stanu rzeczy, ale też nie bardzo widzę, co można by tu zrobić. Zaskakujące jest to, jak bardzo kontakt przez sieć znosi samoograniczenie; codziennie na Wikipedii widuję wypowiedzi, które – jestem tego pewny – nigdy by nie padły, gdyby miały zostać wypowiedziane w twarz rozmówcy. Nieco ciekawiej wypadła analiza edycji i revertów dokonana przez Erika Zachte, z której już wyraźnie widać było to, co zasygnalizowane zostało wcześniej przy omawianiu wersji oznaczonych – Wikipedia powoli, ale w widoczny sposób traci edycje i edytujących. Ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich obecnych, nie wyłączając prowadzącego, był fakt, że na japońskiej Wikipedii praktycznie nie stosuje się revertu.  Czyżby miejscowa tradycja?

Niedziela rozpoczęła się dla mnie od wykładu Jimbo Walesa. Poświęcony głównie problemom w tworzeniu nowych wersji językowych Wikipedii, sprawiał wrażenie niejako odpowiedzi na wyżej wymienione problemy.  Jak wynika z wykładu, trudności techniczne i logistyczne związane z dotarciem do nowych użytkowników w Azji czy Afryce dopiero są rozpoznawane, a co ciekawe, jedną z pierwszych zidentyfikowanych trudności w rozpowszechnianiu Wikipedii okazał się brak komunikacji pomiędzy lokalnymi wikispołecznościami a WMF.

Czwartym, i ostatnim punktem programu w którym wziąłem udział, był panel Academic Researchers and Wikipedia, będący przeglądem anglojęzycznych publikacji naukowych dotyczących Wikipedii, jakie ukazały się w ostatnim roku. Przegląd był oczywiście bardzo pobieżny i skrótowy, ale interesujący – co szczególnie ciekawe, widać że uczeni zajmują się Wikipedią nie tylko od strony czysto teoretycznej, ale i niekiedy podsuwają całkowicie praktyczne pomysły na ulepszenia w oprogramowaniu MediaWiki. Późniejsza dyskusja panelowa przerodziła się w rozważania na temat etyki badań z udziałem użytkowników Wikimediów. Widoczne były dwa stanowiska; dosyć radykalne „osoby działające w przestrzeni publicznej muszą liczyć się z tym, że ich zachowania będą w dowolny sposób badane” i „niezależnie od tego, czy dana przestrzeń jest publiczna, czy nie, powinniśmy zawsze mieć na względzie dobro badanych”. Nie wdając się w to, w którym z tych stanowisk jest więcej racji, pozwolę sobie zauważyć, że era anonimowości w internecie minęła bezpowrotnie. Całkiem dosłownie jedynym sposobem na jej zachowanie, jest powstrzymanie się od używania sieci. Padające podczas dyskusji przykłady („nie życzę sobie, aby bot podpisywał moją wypowiedź, bo chcę się wypowiadać anonimowo”) doprowadzają do wniosku, że do standardowego kompletu ostrzeżeń przy edycji/rejestracji przydałoby się wielkimi literami dodać „Pamiętaj – edytując Wikipedię nie jesteś anonimowy!”

A jakie ogólne wrażenia?

Przerwy. Dużo przerw. Długie przerwy. Rzecz jasna, wszystkie zaplanowane – na kawę, na obiad, na kolację, na odpoczynek.  Owszem, dzięki temu można było się zrelaksować, ale takie rozwiązanie miało i złą stronę – prawdopodobnie było przyczyną (albo jedną z przyczyn), że na Wikimanii odbywały się jednocześnie cztery bloki programowe. Oznacza to, że nieważne jak ktoś się starał, był w stanie uczestniczyć jedynie w 1/4 programu (przykładowo – uczestnicząc w zaledwie czterech punktach programu, zaliczyłem około 60% tego, co mogłem). Oczywiście, nie można powiedzieć abym tych przerw całkiem żałował – dzięki nim było dosyć czasu, aby odnaleźć i do woli nagadać się ze wszystkimi znajomymi Wikimedianami.

Pominięcie projektów siostrzanych. Możliwe, że pechowo nie trafiłem na odpowiedni wykład, ale odniosłem wrażenie, że na Wikimanii zajmowano się wyłącznie Wikipedią i MediaWiki. Można by pomyśleć, że spadek zainteresowania Wikipedią sprawi, że poczynione zostaną jakieś kroki mające na celu dotarcie do osób nie zainteresowanych tworzeniem encyklopedii; niestety, nic z tego. Przeciwnie, wysiłki idą w kierunku zatrzymania odpływu użytkowników z Wikipedii i ułatwienia tworzenia jej treści.

Potworny upał. Jak dla mnie, to na takie imprezy pogoda najgorsza z możliwych. Co prawda Filharmonia była dobrze klimatyzowana, ale aż do wieczoru po mieście nie sposób było się poruszać.  Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku w Hajfie mogą panować podobne warunki, nie byłoby od rzeczy zatrudnienie wolontariuszy do wachlowania uczestników…

Wreszcie, odniosłem wrażenie – ciekawe, jak inni uczestnicy – że Wikimania to impreza raczej podsumowująca, aniżeli  wytyczająca nowe kierunki działania. Z czterech punktów programu, w których uczestniczyłem, trzy miały charakter całkowicie podsumowujący, a tylko wykład Jimbo Walesa wnosił coś zupełnie nowego. Patrząc na rodzime tradycje, odnoszę wrażenie że nasz GDJ jest na swój sposób ciekawszy (niezależnie od tego, co uda się później zrealizować).

Ogólnie wyjazd oceniam jako udany, aczkolwiek niezwykle męczący. Z tego też względu tylko w ograniczonym zakresie wziąłem udział w życiu towarzyskim otaczającym Wikimanię; co najbardziej doceniam, to możliwość poznania na żywo osób, z którymi normalnie spotykam się wyłącznie w sieci. Pod tym względem Wikimania była bardzo udana, bodaj najbardziej ze wszystkich zlotów Wikimedian, w jakich brałem udział; zdecydowanie warto było.

A teraz cóż, pozostaje tylko czekać na kolejne spotkanie, tym razem w bardziej polskim gronie.