Kilka słów o prawie autorskim

Jak zapewne każdy bardziej doświadczony wikimedianin zdaje sobie sprawę, z problematyką wikimediów nierozerwalnie łączy się problematyka prawa autorskiego. Jednym z celów całego przedsięwzięcia jest uwolnienie jak największej ilości wiedzy (czy też utworów artystycznych w przypadku Wikisource i Wikimedia Commons). Jak to realizujemy w praktyce? Co robimy, aby nasi czytelnicy dostali treść jak najczystszą prawnie, jak najmniej obarczoną jakimkolwiek ryzykiem?

W zasadzie nie musimy robić nic. Wystarczy przeczytać informacje prawne do których link opublikowany jest pod każdą stroną, aby przekonać się, że projekty Wikimedia nie dają kompletnie żadnej gwarancji na cokolwiek, a więc i stroną prawno-autorsko nie ma się co przejmować. Oczywiście, co innego ochrona prawna, a co innego misja projektów, i na szczęście teoretyczne założenia wyglądają nieco inaczej, co widać na głównych stronach: Wikicytaty są dostępne na zasadach licencji CC-BY-SA-3.0 oraz GFDL, Wikiźródła to społecznościowy projekt, którego celem jest utworzenie wolnego repozytorium tekstów źródłowych, Wikipedia, Wikinews i Wikibooks to wolne [encyklopedia, serwis informacyjny, biblioteka podręczników], które każdy może redagować.

O co tak właściwie z tą wolnością chodzi? Sprawa jest ważka, a z tego co niekiedy czytam w ww. serwisach, zdarzają się w tej kwestii nieporozumienia. W moim przekonaniu, „wolność” to w tym przypadku zagwarantowanie użytkownikowi, że – po spełnieniu kilku łatwych do realizacji warunków – będzie mógł zaczerpnąć z ww. serwisów dowolne treści, w dowolnej ilości, i użyć je w całkowicie nieskrępowany sposób. Jest to przeciwieństwo zasady, jak ukształtowała się w prawodawstwie europejskim (amerykańskich chyba też, ale tu pewności nie mam) o podziale odpowiedzialności pomiędzy publikującego a korzystającego. W Polsce wyrazem tej zasady są przepisy o dozwolonym użytku chronionych utworów i o odpowiedzialności za przechowywanie danych z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Tam, gdzie gwarancji wolnej treści nie ma, użytkownik powinien sam rozważyć, czy może dane treści skopiować czy nie, a jeżeli może – to w jakim zakresie, a jak już coś skopiuje, to znowu musi rozważyć, czy i w jakim zakresie może skopiowane treści wykorzystać. Gwarantując wolność treści, wszystkie te problemy bierzemy na siebie. To my sprawdzamy, czy autorskie prawa majątkowe do teksu wygasły, czy prawo danego państwa daje „wolność panoramy” przy zdjęciach, czy nie  ma wątpliwości odnośnie autorstwa.

Problem pojawia się wtedy, gdy zapatrzeni w nasze wspaniałe projekty, zapominamy (albo chcemy zapomnieć) o użytkownikach. Mamy kilka zdjęć z lat 50., nie bardzo wiadomo kto je zrobił, ale świetnie by wyglądały w artykule – pojawia się  pokusa, aby je wrzucić i nieprawidłowo opisać. Przecież nikt się nie zorientuje, a szanse że zgłosi się ktoś z roszczeniami, są znikome! Albo mamy tomik wierszy znanego rosyjskiego poety w przekładzie z lat 70.; aż prosi się o wrzucenie na Wikiźródła. Ostatecznie, słyszał kto kiedy o procesie wytoczonym przez tłumacza o jakieś wiersze sprzed czterdziestu lat? I tak dalej…

Myślenie takie – wcale nierzadkie – przywodzi mi na myśl jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, bo „przecież nigdy nic się nie stało”. Oczywiście nie jest tak, że w wikimediach nigdy żadnych problemów prawno-autorskich nie było; były i są, tylko że jest ich relatywnie mało, szybko i sprawnie się je rozwiązuje, a informacje o nich raczej nie docierają do szerokiego grona wikimedian. Bodaj największą aferą było czasowe zamknięcie francuskich Wikicytatów kilka lat temu, gdy okazało się, że skopiowana tam została baza cytatów wraz ze specyficznym ich układem (to o ten układ poszło). Drobniejsze sprawy wychodzą co jakiś czas, ale o procesie nie słyszałem, i chyba szybko nie usłyszę – w amerykańskiej kulturze prawnej 80% spraw kończy się ugodą pozasądową. Co do polskich projektów, to z tego co wiem, w najgorszym razie kończyło się na usuwaniu stron po interwencji autorów.

A jak to wygląda w praktyce? W swej wikimedialnej karierze działałem w trzech projektach – na Wikiźródłach, Wikipedii i i Wikicytatach, i – co ciekawe – w każdym z nich podejście do „wolnej treści” jest całkowicie inne.

Na Wikiźródłach okoliczności sprawiły, że opublikowana w projekcie treść jest tak wolna, jak to tylko możliwe pod rządami polskiego prawa autorskiego. Mało który współczesny autor (czy jego spadkobiercy) udostępnia swoje utwory na licencji Creative Commons, a jeżeli już – to bez możliwości komercyjnego wykorzystania. Efekt jest taki, że zamieszczamy niemal wyłącznie utwory, do których autorskie prawa majątkowe wygasły (tzw. „domena publiczna”). Na ponad 17 000 stron przestrzeni głównej projektu, ledwie 355 oznaczonych jest szablonem wolnej licencji, co pokazuje  z jakim stosunkiem mamy tu do czynienia. Teksty naruszające autorskie prawa majątkowe są niezwłocznie kasowane, inaczej bowiem niż na Wikipedii, nie ma możliwości „naprawienia” artykułu poprzez jego przepisanie czy skrócenie.

Wikipedia działa na słowo honoru, i to całkiem dosłownie. Niemal wszystkie artykuły na Wikipedii zamieszczone są na tzw. wolnej licencji, czyli „słowie honoru” autorów, że nie będą dochodzić autorskich praw majątkowych od osób, wykorzystujących zamieszczone przez nich treści zgodnie z licencją.  Rzecz to piękna, ale dla użytkownika nieco ryzykowna; wszak autorowi może się odwidzieć, poza tym jego spadkobiercy w żadnym razie nie są związani oświadczeniem o „uwolnieniu” treści. Problemem Wikipedii (dla mnie przynajmniej) jest dodawanie do artykułów cytatów na zasadzie dozwolonego użytku, ale bez oznaczenia autora (tłumacza, wydania itd.). Ktoś, komu wydaje się, że Wikipedia jest w całości udostępniana na wolnej licencji, może niemile się zdziwić, gdy skopiuje cytat z utworu, do którego żadne prawa nie wygasły.

Na Wikicytatach wolność projektu dotyczy raczej układu i doboru cytatów, aniżeli zamieszczanej treści.  Z tego co widzę, znaczna część (a może i większość) cytatów pochodzi ze współczesnych autorów, a także  filmów, polityków itp. Jeżeli cytowany jest twórca zagraniczny, tylko okazyjnie wymienia się tłumacza, rzadkością jest też podanie źródła. W sumie, z Wikicytatów korzysta się na własne ryzyko – tu już nawet nie chodzi o niezgodność z licencją Creative Commons, można mieć problem nawet z polskimi zasadami dozwolonego użytku, które wymagają podania autora (a więc i tłumacza) i źródła cytatu.

A pozostawiając kwestie prawno-autorsko-wolnościowe, jak zwykle na Wikiźródłach zawsze coś się dzieje w tematyce proofread.

Na początek może nieco triumfalizmu – otóż przedwczoraj polskie Wikiźródła przegoniły w  rozwoju sektora proofread projekt włoski, i wyszły na 4. miejsce w rankingu. Wielką Trójkę (de, en, fr) dogonić nie będzie łatwo, ale nie jest to tak istotne – najważniejsze, że postępuje modernizacja Wikiźródeł, wdrażanie najnowocześniejszych rozwiązań z korzyścią dla czytelnika.

Mamy też kilka nowych projektów:

Józef Ignacy KraszewskiKrzyżacy 1410, (tom 1. i tom 2.) – w ramach Wikiprojektu „Kraszewski 2012” staramy się na dwusetną rocznicę urodzin Józefa Ignacego Kraszewskiego przygotować na Wikiźródłach kompletny zbiór utworów tego autora. Krzyżacy 1410 opracowywani są właśnie w ramach tego przedsięwzięcia.fragmenty Konopnicka okładka

Józef Ignacy KraszewskiTomko prawdzić, utwór również przygotowywany z myślą o roku 2012. Nieco lżejsza pozycja tego autora, będzie nam umilać czas w przerwach między ciężkimi Krzyżakami.

Maria Konopnicka, Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty. Na Wikiźródłach Konopnickiej nigdy za wiele! Zbiór poezji, zamieszczony głównie dla celów porządkowych – pozwoli na zastąpienie „luźnych” tekstów opracowaniem w proofread.

Eliza Orzeszkowa, W klatce. Ciekawa powieść obyczajowa, znakomity kontrast dla będącej na ukończeniu Boskiej Komedii. Jak można zauważyć, dewizą Wikiźródeł jest różnorodność – po prawdzie, gdybyśmy zamknęli się w jednym rodzaju literatury, nie na długo by nam sił starczyło.

Reklamy

1 komentarz

  1. Herr Kriss said,

    Sierpień 28, 2011 @ 6:31 pm

    „Przecież nikt się nie zorientuje, a szanse że zgłosi się ktoś z roszczeniami, są znikome!” – dlatego takim użytkownikom tłumaczę, że 90% zdjęc skopiowanych z Internetu nie spotka się z reakcją autora. Pomijając przypadki niejasne, są dwa wyjścia – albo przestrzegamy praw autorskich, albo nie. Nie ma znaczenia data zrobienia zdjęcia, tzn. czy jest z lat 70. czy może psryknięte wczoraj.


%d blogerów lubi to: