Kleobis, Biton i 100 powiastek dla dzieci

Jakiś czas temu zabraliśmy się na Wikiźródłach za opracowywanie 100 powiastek dla dzieci autorstwa Christopha von Schmida. Historyjki te, krótkie i proste, służą zilustrowaniu norm moralnych i obyczajowych, często dotyczących zachowania dzieci. Trzeba przy tym zauważyć, że autor za podstawę dobrego prowadzenia się, tak dzieci jak i dorosłych, uważa pobożność chrześcijańską; nieustannie podkreślana jest boska wszechwiedza (przejawiająca się w natychmiastowej karze za grzechy) a także konieczność i nadzwyczajna skuteczność modlitwy. Powiastki prezentują dosyć spójny światopogląd, z jednym wszakże wyjątkiem, który odkryłem opracowując powiastkę nr XLVIII pt. „Pobożna matka i jej synowie” w części drugiej. Nie jest zbyt długa, pozwolę więc sobie przytoczyć ją w całości:

W dzień świąteczny nie młoda już osoba rzekła do synów swoich:

„Niestety, jakże żałuję, że nie mogę dziś być w kościele, aby wspólnie z tysiącem ludu, który się tam zgromadzi, modlić się do wszechmocnego Boga. Zanadto jesteśmy od miasta oddaleni, abym mogła pójść pieszo, a powóz nam się stał zupełnie bezużytecznym od czasu, jak byliśmy zmuszeni sprzedać konie.”
Synowie słysząc te słowa, przytoczyli zaraz powóz przed dom, wsadzili matkę, a sami zaprzęgłszy się w miejsce koni, zawieźli ją do znacznie od ich wioski oddalonego kościoła.
Mieszkańcy miasta rozczuleni do łez pobożnością téj matki i synowską miłością jéj dzieci, wysypali kwiatami drogę od bramy miasta aż do kościoła, powtarzając bezustannie:

„Dziatwo droga!
„Gdy czcisz Boga,
„I rodziców i bliźniego,
„Z Niebios woli
„Od złéj doli
„Aniołowie cię ustrzegą!”

Przy głośnych i radosnych okrzykach ludu synowie przywieźli matkę do kościoła. Ta doszedłszy przed ołtarz, padła na kolana i ze łzami prosiła Boga, aby pobłogosławił jéj synów i obdarzył ich tem wszystkiem, co szczęście im zapewnić może.
Powróciwszy do domu, zadowoleni młodzieńcy udali się na spoczynek, a kiedy nazajutrz matka weszła do nich, chcąc ich zbudzić, obadwaj wyglądali jak uśpieni aniołowie, dusze ich bowiem w wyższe krainy uleciały. Pobożna matka z początku zmartwiła się bardzo śmiercią ukochanych synów, ale późniéj z rezygnacyją poddała się wyrokom Opatrzności, mówiąc:
„Widać Bóg w swéj niezmiennéj dobroci wysłuchał prośby mojéj; śmierć spokojna i szczęśliwa jest bowiem największem dobrem. Na ziemi nie było dostatecznéj nagrody za ich synowskie przywiązanie, więc Ojciec nasz ukochany do siebie ich powołał:

„Człowiek cnotliwy śmierci się nie lęka,
„Żyjmy uczciwie, umierajmy radzi,
„Bo przez grób, Stwórcy sprawiedliwa ręka,
„Wiernych do szczęścia wiecznego prowadzi.”

(tłum. J. Chęciński)

Od razu uświadomiłem sobie, że już kiedyś, gdzieś, coś podobnego czytałem. Pamiętając, że było to coś związanego z mitologią grecką i boginią Herą, poszperałem w Wikipedii, i ostatecznie doszedłem do Dziejów Herodota, w których znalazłem następujący fragment:

Byli to dwaj młodzieńcy z Argos, którzy mieli wystarczające środki do życia, a do tego taką siłę fizyczną, że obydwaj, jeden jak drugi, zdobywali palmy zwycięstwa. Ponadto opowiadano o nich taką historię: Raz obchodzili Argiwowie święto Hery, a matka młodzieńców musiała bezwarunkowo pojechać zaprzęgiem do chramu tej bogini. Tymczasem woły nie wróciły w porę z pola. Otóż oni, ponieważ czas już naglił, sami wprzęgli się pod jarzmo i ciągnęli wóz, na którym siedziała matka. Tak wieźli ją przez czterdzieści pięć stadiów, aż przybyli pod świątynię. A kiedy tego dokonali na oczach całego świątalnego zebrania, przypadł im najlepszy koniec życia: na ich przykładzie pokazał bóg, że o wiele lepsza dla człowieka jest śmierć niż życie. Albowiem podczas gdy stojący dookoła Argiwowie sławili jako szczęśliwych młodzieńców z powodu ich siły, Argiwki zaś ich matkę, że takie posiada dzieci – matka, niezmiernie uradowana czynem i sławą synów, stanęła przed obrazem bogini i modliła się, żeby ta Kleobisowi i Bitonowi, jej synom którzy ją tak wysoko uczcili, użyczyła największego dobra, jakie człowiek osiągnąć może. Taka była jej modlitwa, a młodzieńcy, złożywszy ofiarę i wziąwszy udział w biesiadzie, ułożyli się w samej świątyni do snu, z którego już nie wstali, gdyż był to koniec ich życia. (tłum. S. Hammer)

Przyznam, że początkowo ww. powiastka nie skojarzyła mi się z Dziejami; czytałem je dosyć dawno temu, i raczej nie zwracałem uwagi na konkretne fragmenty. Coś mi jednak w pamięć zapadło, i chyba nic dziwnego – oryginał na tyle był poruszający, że do dziś żyje samodzielnym życiem. Widać także Christoph von Schmid uznał, że po drobnych przeróbkach doskonale nada się na dydaktyczną opowiastkę dla dzieci. Trzeba powiedzieć że wielka jest ironia losu, która sprawiła, że opowieść przekazana ponad 2500 lat temu przez Solona Krezusowi, po kosmetycznych zmianach sprzedana została jako materiał czysto chrześcijański. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że historia o Kleobisie i Bitonie coś nie bardzo pasuje do reszty Powiastek. Solon użył jej dla zilustrowania Krezusowi idei, że szczęśliwe życie to takie, które ma dobry koniec (co wyraźnie stwierdza w rozmowie z królem). Schmid już tego komentarza nie dodał, zachowując pierwotną wymowę historii. Jako że w czasach, gdy Powiastki powstawały, klasyczne wykształcenie było powszechniejsze niż obecnie, przypuszczam że niejeden ich dorosły czytelnik zachodził, co też autorowi przyszło do głowy, żeby do chrześcijańskiej książeczki wsadzić pogański mit…

A co poza tym na Wikiźródłach? To co zwykle, czyli prace przy proofread i wersjach oznaczonych. Przybyło kilka nowych projektów proofread, tj. „Skarby zaklęte w Tatrach” Stanisława Eljasza-Radzikowskiego, „Filuś, Miluś i Kizia : wesołe kotki” niejakiego Mruczysława Pazurka (ciekaw jestem, co zrobimy jak ktoś na Commons zacznie sprawdzać, kiedy żył ów „Mruczysław Pazurek”), i chyba najciekawsza pozycja w zestawie – „O języku pomocniczym międzynarodowym” Baudouina de Courtenay. Skąd to zainteresowanie? Tak ze względu na tematykę, jak i autora. Języki pomocnicze (np. esperanto czy interlingua) zawsze mnie fascynowały, rozważam nawet czy by nie nauczyć się któregoś (znajomość interlingwy zdaje się najbardziej praktyczna). Natomiast na Baudouina de Courtenay trafiłem przez zainteresowanie polityką II RP. Uczony, który pojawił się znikąd jako poważny kandydat na prezydenta (jak się okazało, nawet bez swojej wiedzy!) , by później znowu całkowicie zniknąć z życia politycznego zaintrygował mnie na tyle, że przyjrzałem się bliżej jego dokonaniom. Tak to dwa zainteresowania niespodziewanie splotły się ze sobą, jak to zresztą często w wikiświecie bywa.

Reklamy