Wikimania okiem Teukrosa

Dwa dni minęły, w miarę doszedłem już do siebie, czas więc napisać o wrażeniach z Wikimanii.

Do Gdańska przybyłem w piątek późnym wieczorem. Po niezbyt przyjemnej podróży z solidnym opóźnieniem i szwankującą klimatyzacją, nie miałem już ani sił, ani ochoty na  jakąkolwiek aktywność, w związku z czym udałem się do wynajętego hostelu i niezwłocznie poszedłem spać.

W sobotę, około południa udałem się do Filharmonii Bałtyckiej. Żaden z punktów programu przewidzianych na godzinę 11.30 nie wzbudził mego zainteresowania, tak więc pierwszą „atrakcją” Wikimanii jaką zaliczyłem były Invited talks: Ortega & Moeller, na które poszedłem zaciekawiony, jak też na życie Wikimediów wpłynęło wprowadzenie wersji oznaczonych. Wnioski z przeprowadzonych badań na dewiki były – dla mnie przynajmniej – nieco zaskakujące; liczba edycji spod IP nie spadła (a przynajmniej nie wygląda na to, aby spadała na skutek wprowadzenia wersji oznaczonych), ilość wandalizmów wzrosła i to znacznie, oczekujące zmiany przeglądane są szybko i sprawnie. Przyznam, że spodziewałem się (i sądząc z reakcji widowni, nie tylko ja), że wprowadzenie wersji oznaczonych istotnie wpłynie na zmniejszenie ilości edycji niezarejestrowanych użytkowników. Jak widać jednak, mechanizm ten działa na tyle sprawnie, że nie jest przeszkodą dla edytujących. Co ciekawe, o wiele większym utrudnieniem niż wersje oznaczone okazało się wprowadzenie obowiązkowego opisu edycji, które faktycznie spowodowało gwałtowny spadek ilości edycji anonimowych. Po wycofaniu się z tego pomysłu, ilość edycji dosyć szybko wróciła do poprzedniego poziomu. Bardzo, ale to bardzo niepokojące okazały się (dla mnie przynajmniej) statystyki dotyczące ilości wandalizmów. Przy spadającej powoli, ale stale ogólnej ilości edycji, ilość wandalizmów rośnie wręcz wykładniczo. Całkiem możliwe, że wersje oznaczone wprowadzono w ostatnim momencie, w którym mogły zapobiec zalewie Wikipedii przez wandali.

Pocieszony ww. wnioskami, udałem się następnie na serię wykładów pod zbiorczym tytułem Exodus: Is Wikipedia Dying or Maturing? Tym razem wnioski nie okazały się tak optymistycznie. Ilość edycji na Wikipedii (rozumianej jako całość, wszystkie wersje językowe) spada. Pocieszające jest to, że są wersje językowe (rosyjska dla przykładu), które rozwijają się bardzo dynamicznie, można też spodziewać się, że coraz większe znaczenie będą mieć wersje w językach nie-europejskich (WMF przewiduje, że w ciągu kilku lat udział anglojęzycznych użytkowników w projektach spadnie do około 10%). Niezbyt interesująco wypadła analiza przyczyn, dla których z projektów odchodzą użytkownicy. Potwierdziła w zasadzie to, co wszyscy wiemy – że im dłużej dana osoba edytuje projekt, tym większa szansa, że przyczyną odejścia będą problemy o charakterze osobistym, nie merytorycznym. Nie padły żadne propozycje naprawy tego stanu rzeczy, ale też nie bardzo widzę, co można by tu zrobić. Zaskakujące jest to, jak bardzo kontakt przez sieć znosi samoograniczenie; codziennie na Wikipedii widuję wypowiedzi, które – jestem tego pewny – nigdy by nie padły, gdyby miały zostać wypowiedziane w twarz rozmówcy. Nieco ciekawiej wypadła analiza edycji i revertów dokonana przez Erika Zachte, z której już wyraźnie widać było to, co zasygnalizowane zostało wcześniej przy omawianiu wersji oznaczonych – Wikipedia powoli, ale w widoczny sposób traci edycje i edytujących. Ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich obecnych, nie wyłączając prowadzącego, był fakt, że na japońskiej Wikipedii praktycznie nie stosuje się revertu.  Czyżby miejscowa tradycja?

Niedziela rozpoczęła się dla mnie od wykładu Jimbo Walesa. Poświęcony głównie problemom w tworzeniu nowych wersji językowych Wikipedii, sprawiał wrażenie niejako odpowiedzi na wyżej wymienione problemy.  Jak wynika z wykładu, trudności techniczne i logistyczne związane z dotarciem do nowych użytkowników w Azji czy Afryce dopiero są rozpoznawane, a co ciekawe, jedną z pierwszych zidentyfikowanych trudności w rozpowszechnianiu Wikipedii okazał się brak komunikacji pomiędzy lokalnymi wikispołecznościami a WMF.

Czwartym, i ostatnim punktem programu w którym wziąłem udział, był panel Academic Researchers and Wikipedia, będący przeglądem anglojęzycznych publikacji naukowych dotyczących Wikipedii, jakie ukazały się w ostatnim roku. Przegląd był oczywiście bardzo pobieżny i skrótowy, ale interesujący – co szczególnie ciekawe, widać że uczeni zajmują się Wikipedią nie tylko od strony czysto teoretycznej, ale i niekiedy podsuwają całkowicie praktyczne pomysły na ulepszenia w oprogramowaniu MediaWiki. Późniejsza dyskusja panelowa przerodziła się w rozważania na temat etyki badań z udziałem użytkowników Wikimediów. Widoczne były dwa stanowiska; dosyć radykalne „osoby działające w przestrzeni publicznej muszą liczyć się z tym, że ich zachowania będą w dowolny sposób badane” i „niezależnie od tego, czy dana przestrzeń jest publiczna, czy nie, powinniśmy zawsze mieć na względzie dobro badanych”. Nie wdając się w to, w którym z tych stanowisk jest więcej racji, pozwolę sobie zauważyć, że era anonimowości w internecie minęła bezpowrotnie. Całkiem dosłownie jedynym sposobem na jej zachowanie, jest powstrzymanie się od używania sieci. Padające podczas dyskusji przykłady („nie życzę sobie, aby bot podpisywał moją wypowiedź, bo chcę się wypowiadać anonimowo”) doprowadzają do wniosku, że do standardowego kompletu ostrzeżeń przy edycji/rejestracji przydałoby się wielkimi literami dodać „Pamiętaj – edytując Wikipedię nie jesteś anonimowy!”

A jakie ogólne wrażenia?

Przerwy. Dużo przerw. Długie przerwy. Rzecz jasna, wszystkie zaplanowane – na kawę, na obiad, na kolację, na odpoczynek.  Owszem, dzięki temu można było się zrelaksować, ale takie rozwiązanie miało i złą stronę – prawdopodobnie było przyczyną (albo jedną z przyczyn), że na Wikimanii odbywały się jednocześnie cztery bloki programowe. Oznacza to, że nieważne jak ktoś się starał, był w stanie uczestniczyć jedynie w 1/4 programu (przykładowo – uczestnicząc w zaledwie czterech punktach programu, zaliczyłem około 60% tego, co mogłem). Oczywiście, nie można powiedzieć abym tych przerw całkiem żałował – dzięki nim było dosyć czasu, aby odnaleźć i do woli nagadać się ze wszystkimi znajomymi Wikimedianami.

Pominięcie projektów siostrzanych. Możliwe, że pechowo nie trafiłem na odpowiedni wykład, ale odniosłem wrażenie, że na Wikimanii zajmowano się wyłącznie Wikipedią i MediaWiki. Można by pomyśleć, że spadek zainteresowania Wikipedią sprawi, że poczynione zostaną jakieś kroki mające na celu dotarcie do osób nie zainteresowanych tworzeniem encyklopedii; niestety, nic z tego. Przeciwnie, wysiłki idą w kierunku zatrzymania odpływu użytkowników z Wikipedii i ułatwienia tworzenia jej treści.

Potworny upał. Jak dla mnie, to na takie imprezy pogoda najgorsza z możliwych. Co prawda Filharmonia była dobrze klimatyzowana, ale aż do wieczoru po mieście nie sposób było się poruszać.  Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku w Hajfie mogą panować podobne warunki, nie byłoby od rzeczy zatrudnienie wolontariuszy do wachlowania uczestników…

Wreszcie, odniosłem wrażenie – ciekawe, jak inni uczestnicy – że Wikimania to impreza raczej podsumowująca, aniżeli  wytyczająca nowe kierunki działania. Z czterech punktów programu, w których uczestniczyłem, trzy miały charakter całkowicie podsumowujący, a tylko wykład Jimbo Walesa wnosił coś zupełnie nowego. Patrząc na rodzime tradycje, odnoszę wrażenie że nasz GDJ jest na swój sposób ciekawszy (niezależnie od tego, co uda się później zrealizować).

Ogólnie wyjazd oceniam jako udany, aczkolwiek niezwykle męczący. Z tego też względu tylko w ograniczonym zakresie wziąłem udział w życiu towarzyskim otaczającym Wikimanię; co najbardziej doceniam, to możliwość poznania na żywo osób, z którymi normalnie spotykam się wyłącznie w sieci. Pod tym względem Wikimania była bardzo udana, bodaj najbardziej ze wszystkich zlotów Wikimedian, w jakich brałem udział; zdecydowanie warto było.

A teraz cóż, pozostaje tylko czekać na kolejne spotkanie, tym razem w bardziej polskim gronie.

Reklamy

Proofread, nowości i wiarygodność Wikipedii

W czerwiec 2010 r. weszliśmy z 38. ukończonymi projektami proofread. Spory to postęp w porównaniu z kwietniem, kiedy było ich zaledwie 21, nawet biorąc pod uwagę, że 6 z nich to jednostronicowe obwieszczenia. Mimo wszystko, jeżeli spojrzeć na to, do ilu utworów co roku wygasają autorskie prawa majątkowe, widać wyraźnie że Wikiźródła to projekt zalążkowy. Na razie tak pod względem jakości, jak i ilości jesteśmy za wszystkimi profesjonalnymi bibliotekami cyfrowymi; jedyne w czym naprawdę wygrywamy, to dostępność treści, ale biorąc pod uwagę, jak często treść ta jest zupełnie niewiadomego pochodzenia, wcale nie mam pewności, trudno się nią cieszyć.

A poza tym, na Wikiźródłach jak zwykle spokój. Zamarła dyskusja nad uprawnieniami – widomy znak, że należy ją zamknąć, a ustalenia wprowadzić w życie. Z tego co widzę, pierwsze osoby utracą uprawnienia w listopadzie, i – jeżeli nic się nie zmieni – na Wikiźródłach pozostanie sześcioro administratorów,  w tym dwóch z uprawnieniami biurokraty. Mało, ale na projekt tej wielkości w zupełności wystarczy. Z innych wieści – dzięki wprzęgnięciu do pracy botów pojawiła się znaczna ilość „surowego” OCRa, w sumie kilka tysięcy stron, które jak sądzę wystarczą na kilka miesięcy pracy. Pojawiły się dwa nowe projekty proofread – Jeden z objawów moralności oportunistyczno-prawomyślnej i Krzewiciele zdziczenia. Oba to obszerne artykuły Badouina de Courtenay, dotyczące kwestii społecznych. Mimo że opublikowane odpowiednio w 1898 i 1905 r., całkiem aktualne.

A poza Wikiźrółdami…

Przeglądając dodatki do Firefoxa pod kątem Wikimediów (nie znalazłem nic użytecznego) trafiłem na dodatek WikiTrust. Czemu to służy? Cytując autorów:

WikiTrust provides basic assurance that the information presented in the wiki has been reviewed by multiple authors. WikiTrust makes all recent, unrevised changes stand out, making it difficult to tamper with wiki information without being noticed.

czyli, w luźnym tłumaczeniu:

WikiTrust daje pewność, że informacje opublikowane na danej wiki zostały przejrzane przez wielu autorów. WikiTrust sprawia, że wszystkie nowe, nieprzejrzane zmiany zostają wyróżnione, co sprawia, że zmiany w treści artykułu stają się łatwiejsze do zauważenia.

W praktyce wygląda to tak, że nowe edycje zaznaczane są w treści artykułu kolorem pomarańczowym. Im nowsza edycja, tym ciemniejszym kolorem zostaje wyróżniona.

Patrząc po sieci, wydaje się że rozszerzenie to zdobyło niejaką popularność („Wikipedia już niedługo stanie się wiarygodna” – by przytoczyć jeden z tytułów). Z ciekawości zainstalowałem i przetestowałem. Działa bardzo kiepsko; wczytanie strony z aktywnym WikitTrust wydłuża się o około 10 sekund, a co gorsza, na znacznej części stron zamiast analizy treści pojawia się komunikat „Sprawdzenie wiarygodności tej wersji za pomocą kolorowania jest chwilowo niemożliwe. Spróbuj ponownie za około minutę, kiedy kolorowanie powinno zostać zakończone.” Nawet jednak, gdyby WikiTrust działało szybko i bez błędów, jego przydatność byłaby mocno ograniczona. Wbrew zacytowanemu wyżej entuzjastycznemu tytułowi, rozszerzenie zupełnie nie pozwala na stwierdzenie, czy treść badanego artykułu jest wolna od błędów, czy też nie (co więcej, po gruntownej, solidnej rozbudowie artykułu zaznaczy jego większą część jako podejrzaną). Nie bardzo widzę, komu by się to miało przydać, szczególnie po wprowadzeniu wersji oznaczonych.

Obawiam się, że jednym co naprawdę może zapewnić Wikipedii wiarygodność, jest rygorystyczne egzekwowanie zasady weryfikowalności. Kto wie, może w przyszłości uda się uzyskać pomoc ekspertów w konkretnych dziedzinach (wersje zweryfikowane), ale przyznam że mam spore wątpliwości, co do takiego rozwiązania. Ilość zgromadzonych w projektach informacji oznacza, że koszt weryfikacji byłby ogromny, a jak widać na przykładzie Citizendium, sama w sobie rodzi ona nowe problemy.

Encyklopedie na Wikiźródłach

Jakiś czas temu pisałem o nowych projektach na Wikiźródłach, a wśród nich także o Encyklopedii kościelnej, wspomniałem także o Encyklopedii staropolskiej Glogera. Czas na Wikiźródłach upływa bardzo szybko, i kto wie, czy opracowywanie tych pozycji nie stanie się powodem dosyć istotnej zmiany w sposobie funkcjonowaniu projektu – mianowicie stworzenia na Wikiźródłach mechanizmu encyklopedii internetowej.

Oczywiście, tak naprawdę nie jest to żadna rewolucja; Wikiźródła ani nie chcą, ani nie mogą zajmować miejsca Wikipedii, czy jakichkolwiek innych współczesnych encyklopedii online. Nadal tez podstawowym zadaniem projektu pozostanie gromadzenie tekstów źródłowych i działanie jako biblioteka cyfrowa. Postanowiliśmy natomiast znacząco ułatwić czytelnikom dostęp do zgromadzonych materiałów o charakterze słownikowym i encyklopedycznym. Co obecnie się na nie składa?

Encyklopedia staropolska ilustrowana – powszechnie znane dzieło Zygmunta Glogera, powstałe w latach 1900 – 1903, traktujące głównie o historii Polski, od średniowiecza po zabory, ze szczególnym uwzględnieniem czasów republiki szlacheckiej. Składa się na nie 3000 haseł, z których na Wikiźródłach znajduje się już 2989 (kilku brakuje z uwagi na brakujące skany). W żadnej części nie może zastąpić współczesnej encyklopedii, ale jeżeli chodzi o opis zwyczajów staropolskich, jest znakomitym źródłem.

Encyklopedia kościelna – tu sytuacja wygląda nieco inaczej, niż w przypadku Encyklopedii staropolskiej. Encyklopedia kościelna to około 200 000 haseł, obejmujących bardzo szeroką tematykę, ale przede wszystkim teologię, filozofię, historię powszechną i Kościoła katolickiego. Informacje tam podawane często są dosyć aktualne, chociaż należy do nich ostrożnie podchodzić, i traktować jako punkt wyjścia dla dalszych poszukiwać, czy dla ogólnego zorientowania się odnośnie jakiegoś pojęcia.

Słownik języka polskiego, Bogusława Lindego – ten sam o którym pisałem ostatnim razem, zwracając uwagę na trudności w jego opracowywaniu. Zawiera kilkadziesiąt tysięcy haseł, z krótkimi, słownikowymi definicjami. Głównie z uwagi na powszechność słowników internetowych, w moim przekonaniu mniej przydatny od powyższych. Niemniej jednak, godny uwagi z jednej zasadniczej przyczyny – jest to bodaj jedyny tego rodzaju zbiór słownictwa staropolskiego, który co prawda powoli, ale jednak, jest udostępniany w sieci.

A to nie wszystko; są dostępne skany kolejnych encyklopedii…

A co poza tym na Wikiźródłach? Postępuje oznaczanie stron, redaktorzy przejrzeli już mniej więcej połowę stron projektu. Idzie szybciej niż przypuszczaliśmy, ale też sporo stron można było oznaczyć automatycznie – wiadomo, że strony które redaktorzy utworzyli i tylko oni edytowali, są wolne od wandalizmów (nie, sami z pewnością nie wandalizujemy…). Zwiększa się też liczba redaktorów, i jest nas obecnie 18. Coraz więcej tekstów opracowywanych jest w systemie proofread – obecnie już ponad 20% stron w przestrzeni głównej opiera się na skanach. Z dumą mogę stwierdzić, ze polskie Wikiźródła należą pod tym względem do światowej czołówki.

Z nowych projektów największe emocje wzbudził 365 obiadów za 5 złotych Lucyny Ćwierczakiewiczowej. Był to bodaj pierwszy projekt, który przyciągnął tak szerokie grono Wikipedystów – oby tak dalej.

« Older entries