Kryzys braku rozwiązań

Od pewnego czasu zauważam na Wikimediach coś, co można by nazwać kryzysem braku rozwiązań. W czym rzecz? Otóż wydaje się, że społeczność Wikimediów – jak również Fundacja – znakomicie sobie radzą jeżeli chodzi o rozpoznawanie i opisywanie problemów, natomiast znacznie gorzej, jeżeli chodzi o ich rozwiązywanie. Nie mam tu na myśli prostej dysproporcji pomiędzy problemami a rozwiązaniami (to jest coś, co dotyczy chyba każdej organizacji czy społeczności), ale dysproporcję wręcz rażącą jeżeli chodzi o wagę problemu, a proponowanymi rozwiązaniami.

Zjawisko to, swego rodzaju „rozłożenie rąk” widoczne jest w wielu miejscach, ale do napisania niniejszej notki zainspirowały mnie trzy problemy, z którymi zetknąłem się stosunkowo niedawno, i z którymi – jak się obawiam – właściwie nie mamy jak sobie poradzić.

Pierwszy z nich to jeszcze kilka miesięcy temu bardzo głośny (obecnie sprawa jakby ucichła) problem zwiększenia udziału kobiet w projektach Wikimedia. Przez projekty, blogi, listy dyskusyjne przetoczyła się wielka debata; wskazane zostały możliwe przyczyny takiej a nie innej partycypacji kobiet; ba, debata wydostała się ze świata Wiki, i o sprawie można było przeczytać i w prasie. I cóż z tego wyszło? Ano niestety nic, albo niewiele przynajmniej. Na polskiej liście dyskusyjnej Wikipedii nabito solidne kilobajty dyskusji na ów temat, ale gdy przyszło do konkretów, okazały się one bardzo skromne – dalsze dostosowywanie szablonów (co i tak jest powoli realizowane), jakieś spotkania promujące… nic nowego, nic co by mogło doprowadzić do nieco szybszej zmiany, zwykła „praca u podstaw” w starym stylu. Nie jest to bynajmniej krytyka z mojej strony – sam nie potrafiłem wymyślić niczego lepszego, a i w anglojęzycznej społeczności nie udało się wpaść na rewolucyjny pomysł. Przeglądając dyskusje i podsumowania w anglojęzycznej części Wikimediów, widziałem mniej więcej to samo – pomysły w rodzaju bardziej przyjaznego i estetycznego interfejsu, założenia osobnego kanału IRC dla kobiet, edytora WYSIWYG (od dawna w realizacji). Do tego masa zachęt do większej otwartości, przyjazności itp. – piękne to, ale z faktycznym rozwiązaniem problemu nie mające wiele wspólnego.

Drugi to kwestia haseł ważnych, lecz słabo rozwiniętych na Wikipedii.  Wikimedia mają to do siebie, że zaangażowane w nie osoby robią to, co im odpowiada, a nie to co „powinny”. Efekt, zauważony zresztą nie raz w dyskusjach na Wikipedii, jest taki, że najwięcej najlepiej napisanych haseł dotyczy tematów specjalistycznych, historii, biografii, konkretnych zdarzeń czy podmiotów. Mamy natomiast problemy tam, gdzie wymagane jest podejście przekrojowe lub syntetyczne, wymagające ogarnięcia znacznego materiału. Niestety, trudno się dziwić że brakuje chętnych do zajęcia się takimi tematami; ogrom pracy, jaki trzeba włożyć w taki artykuł jest bardzo zniechęcający. To już nie jest hobby, to zwykła praca, a mało kto ma ochotę pracować za darmo. Rozwiązaniem problemu mogłoby być zamówienie i opłacenie artykułu, ale z tego co wiem, tego rodzaju inicjatywy napotykają sprzeciw w społeczności Wikimediów. Osobiście nie uważam, aby wolna wiedza była nierozerwalnie związana z wolontariatem, i nie widzę nic zdrożnego w pisaniu artykułów na Wikipedię za wynagrodzeniem (tak długo, jak są one zgodne z zasadami, rzecz jasna), ale cóż – vox populi vox dei. Jeżeli nie płatna twórczość, to co? Nie wiadomo. Podejmowane od czasu do czasu dyskusje zatrzymują się w martwym punkcie i po jakimś czasie znikają w czeluściach archiwów projektów i list dyskusyjnych. Rozwiązania nie ma.

Trzeci problem, na jaki chciałbym zwrócić uwagę w tym wpisie, to prawa autorskie do twórczości autorów małoletnich. Jak wiadomo, znaczna część osób tworzących Wikimedia nie ukończyła lat osiemnastu; są też i takie, które nie ukończyły lat trzynastu (najmłodsza osoba, jaka uzyskała w polskich projektach Wikimedia uprawnienia administratora, miała bodaj dwanaście lat). Osoby takie bądź nie mają zdolności do czynności prawnych (mniej niż trzynaście lat), bądź mają zdolność prawną ograniczoną (mniej niż osiemnaście lat). Zgodnie z polskim prawem, czynności prawne osoby nie mającej zdolności prawnej są całkowicie nieważne, a czynności osoby mającej zdolność prawną ograniczoną wymaga zgody przedstawiciela ustawowego (najczęściej rodziców). Co to wszystko oznacza w praktyce? Cóż, status licencji Creative Commons na gruncie prawa polskiego jest i tak (w najlepszym razie) bardzo wątpliwy, ale w przypadku artykułów napisanych przez osoby nie mające lat trzynastu, można zapomnieć o jakichkolwiek licencjach. Odnośnie osób nie mających lat osiemnastu można jeszcze próbować z art. 22 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym małoletni uzyskuje pełną zdolność co do czynności, związanych z przedmiotem majątkowym oddanym mu do swobodnego użytku (komputerem?). Rozciąganie tego na udzielenie licencji jest jednak o tyle wątpliwe, że interpretacja taka rozszerza stosowanie przepisu z czynności dotyczących przedmiotu, na czynności dokonane za pomocą przedmiotu, a to istotna różnica. A już zupełnie nie daje się art. 22 naciągnąć na np. artykuły napisane na komputerze szkolnym, czy pożyczonym… Podobne uregulowania znajdują się w systemach prawnych wielu państw, i mają dosyć istotny skutek dla Wikipedii – mianowicie wszystkie artykuły stworzone przez osoby nie mające lat trzynastu, i w najlepszym razie znaczna część artykułów stworzonych przez osoby nie mające lat osiemnastu, w żadnym razie, nawet przy możliwie najkorzystniejszej interpretacji przepisów i licencji Creative Commons, nie jest wolna. Nie ma rozwiązania tego problemu, które by leżało w mocy Fundacji czy społeczności Wikimediów. Pomóc by mogła chyba tylko globalna zmiana prawa, względnie skasowanie wszystkiego i rozpoczęcie od nowa, co rzecz jasna nie wchodzi w grę.

Trzy problemy, o których piszę wyżej, to tylko niektóre z zauważonych przeze mnie w ciągu tych kilku lat w których uczestniczyłem w projektach Wikimedia. Wydaje się jednak, że stanowią dobre przykłady spraw, z którymi obecnie nie mogą dać sobie rady ani Fundacja, ani społeczność; skala ich wszystkich do tego stopnia przerasta możliwości rozwiązania, że na co dzień są one nieobecne w dyskusjach osób związanych z Wikimediami. Wydaje się, że postawieni przed problemami kompletnie przerastającymi nasze możliwości, przestajemy całkowicie zwracać na nie uwagę, wolimy raczej zająć się drobnymi sprawami zastępczymi. Sam też nie dysponuję żadnymi pomysłami czy rozwiązaniami, i cóż, stąd taki a nie inny tytuł niniejszego wpisu.

Reklamy

Kilka słów o prawie autorskim

Jak zapewne każdy bardziej doświadczony wikimedianin zdaje sobie sprawę, z problematyką wikimediów nierozerwalnie łączy się problematyka prawa autorskiego. Jednym z celów całego przedsięwzięcia jest uwolnienie jak największej ilości wiedzy (czy też utworów artystycznych w przypadku Wikisource i Wikimedia Commons). Jak to realizujemy w praktyce? Co robimy, aby nasi czytelnicy dostali treść jak najczystszą prawnie, jak najmniej obarczoną jakimkolwiek ryzykiem?

W zasadzie nie musimy robić nic. Wystarczy przeczytać informacje prawne do których link opublikowany jest pod każdą stroną, aby przekonać się, że projekty Wikimedia nie dają kompletnie żadnej gwarancji na cokolwiek, a więc i stroną prawno-autorsko nie ma się co przejmować. Oczywiście, co innego ochrona prawna, a co innego misja projektów, i na szczęście teoretyczne założenia wyglądają nieco inaczej, co widać na głównych stronach: Wikicytaty są dostępne na zasadach licencji CC-BY-SA-3.0 oraz GFDL, Wikiźródła to społecznościowy projekt, którego celem jest utworzenie wolnego repozytorium tekstów źródłowych, Wikipedia, Wikinews i Wikibooks to wolne [encyklopedia, serwis informacyjny, biblioteka podręczników], które każdy może redagować.

O co tak właściwie z tą wolnością chodzi? Sprawa jest ważka, a z tego co niekiedy czytam w ww. serwisach, zdarzają się w tej kwestii nieporozumienia. W moim przekonaniu, „wolność” to w tym przypadku zagwarantowanie użytkownikowi, że – po spełnieniu kilku łatwych do realizacji warunków – będzie mógł zaczerpnąć z ww. serwisów dowolne treści, w dowolnej ilości, i użyć je w całkowicie nieskrępowany sposób. Jest to przeciwieństwo zasady, jak ukształtowała się w prawodawstwie europejskim (amerykańskich chyba też, ale tu pewności nie mam) o podziale odpowiedzialności pomiędzy publikującego a korzystającego. W Polsce wyrazem tej zasady są przepisy o dozwolonym użytku chronionych utworów i o odpowiedzialności za przechowywanie danych z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Tam, gdzie gwarancji wolnej treści nie ma, użytkownik powinien sam rozważyć, czy może dane treści skopiować czy nie, a jeżeli może – to w jakim zakresie, a jak już coś skopiuje, to znowu musi rozważyć, czy i w jakim zakresie może skopiowane treści wykorzystać. Gwarantując wolność treści, wszystkie te problemy bierzemy na siebie. To my sprawdzamy, czy autorskie prawa majątkowe do teksu wygasły, czy prawo danego państwa daje „wolność panoramy” przy zdjęciach, czy nie  ma wątpliwości odnośnie autorstwa.

Problem pojawia się wtedy, gdy zapatrzeni w nasze wspaniałe projekty, zapominamy (albo chcemy zapomnieć) o użytkownikach. Mamy kilka zdjęć z lat 50., nie bardzo wiadomo kto je zrobił, ale świetnie by wyglądały w artykule – pojawia się  pokusa, aby je wrzucić i nieprawidłowo opisać. Przecież nikt się nie zorientuje, a szanse że zgłosi się ktoś z roszczeniami, są znikome! Albo mamy tomik wierszy znanego rosyjskiego poety w przekładzie z lat 70.; aż prosi się o wrzucenie na Wikiźródła. Ostatecznie, słyszał kto kiedy o procesie wytoczonym przez tłumacza o jakieś wiersze sprzed czterdziestu lat? I tak dalej…

Myślenie takie – wcale nierzadkie – przywodzi mi na myśl jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, bo „przecież nigdy nic się nie stało”. Oczywiście nie jest tak, że w wikimediach nigdy żadnych problemów prawno-autorskich nie było; były i są, tylko że jest ich relatywnie mało, szybko i sprawnie się je rozwiązuje, a informacje o nich raczej nie docierają do szerokiego grona wikimedian. Bodaj największą aferą było czasowe zamknięcie francuskich Wikicytatów kilka lat temu, gdy okazało się, że skopiowana tam została baza cytatów wraz ze specyficznym ich układem (to o ten układ poszło). Drobniejsze sprawy wychodzą co jakiś czas, ale o procesie nie słyszałem, i chyba szybko nie usłyszę – w amerykańskiej kulturze prawnej 80% spraw kończy się ugodą pozasądową. Co do polskich projektów, to z tego co wiem, w najgorszym razie kończyło się na usuwaniu stron po interwencji autorów.

A jak to wygląda w praktyce? W swej wikimedialnej karierze działałem w trzech projektach – na Wikiźródłach, Wikipedii i i Wikicytatach, i – co ciekawe – w każdym z nich podejście do „wolnej treści” jest całkowicie inne.

Na Wikiźródłach okoliczności sprawiły, że opublikowana w projekcie treść jest tak wolna, jak to tylko możliwe pod rządami polskiego prawa autorskiego. Mało który współczesny autor (czy jego spadkobiercy) udostępnia swoje utwory na licencji Creative Commons, a jeżeli już – to bez możliwości komercyjnego wykorzystania. Efekt jest taki, że zamieszczamy niemal wyłącznie utwory, do których autorskie prawa majątkowe wygasły (tzw. „domena publiczna”). Na ponad 17 000 stron przestrzeni głównej projektu, ledwie 355 oznaczonych jest szablonem wolnej licencji, co pokazuje  z jakim stosunkiem mamy tu do czynienia. Teksty naruszające autorskie prawa majątkowe są niezwłocznie kasowane, inaczej bowiem niż na Wikipedii, nie ma możliwości „naprawienia” artykułu poprzez jego przepisanie czy skrócenie.

Wikipedia działa na słowo honoru, i to całkiem dosłownie. Niemal wszystkie artykuły na Wikipedii zamieszczone są na tzw. wolnej licencji, czyli „słowie honoru” autorów, że nie będą dochodzić autorskich praw majątkowych od osób, wykorzystujących zamieszczone przez nich treści zgodnie z licencją.  Rzecz to piękna, ale dla użytkownika nieco ryzykowna; wszak autorowi może się odwidzieć, poza tym jego spadkobiercy w żadnym razie nie są związani oświadczeniem o „uwolnieniu” treści. Problemem Wikipedii (dla mnie przynajmniej) jest dodawanie do artykułów cytatów na zasadzie dozwolonego użytku, ale bez oznaczenia autora (tłumacza, wydania itd.). Ktoś, komu wydaje się, że Wikipedia jest w całości udostępniana na wolnej licencji, może niemile się zdziwić, gdy skopiuje cytat z utworu, do którego żadne prawa nie wygasły.

Na Wikicytatach wolność projektu dotyczy raczej układu i doboru cytatów, aniżeli zamieszczanej treści.  Z tego co widzę, znaczna część (a może i większość) cytatów pochodzi ze współczesnych autorów, a także  filmów, polityków itp. Jeżeli cytowany jest twórca zagraniczny, tylko okazyjnie wymienia się tłumacza, rzadkością jest też podanie źródła. W sumie, z Wikicytatów korzysta się na własne ryzyko – tu już nawet nie chodzi o niezgodność z licencją Creative Commons, można mieć problem nawet z polskimi zasadami dozwolonego użytku, które wymagają podania autora (a więc i tłumacza) i źródła cytatu.

A pozostawiając kwestie prawno-autorsko-wolnościowe, jak zwykle na Wikiźródłach zawsze coś się dzieje w tematyce proofread.

Na początek może nieco triumfalizmu – otóż przedwczoraj polskie Wikiźródła przegoniły w  rozwoju sektora proofread projekt włoski, i wyszły na 4. miejsce w rankingu. Wielką Trójkę (de, en, fr) dogonić nie będzie łatwo, ale nie jest to tak istotne – najważniejsze, że postępuje modernizacja Wikiźródeł, wdrażanie najnowocześniejszych rozwiązań z korzyścią dla czytelnika.

Mamy też kilka nowych projektów:

Józef Ignacy KraszewskiKrzyżacy 1410, (tom 1. i tom 2.) – w ramach Wikiprojektu „Kraszewski 2012” staramy się na dwusetną rocznicę urodzin Józefa Ignacego Kraszewskiego przygotować na Wikiźródłach kompletny zbiór utworów tego autora. Krzyżacy 1410 opracowywani są właśnie w ramach tego przedsięwzięcia.fragmenty Konopnicka okładka

Józef Ignacy KraszewskiTomko prawdzić, utwór również przygotowywany z myślą o roku 2012. Nieco lżejsza pozycja tego autora, będzie nam umilać czas w przerwach między ciężkimi Krzyżakami.

Maria Konopnicka, Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty. Na Wikiźródłach Konopnickiej nigdy za wiele! Zbiór poezji, zamieszczony głównie dla celów porządkowych – pozwoli na zastąpienie „luźnych” tekstów opracowaniem w proofread.

Eliza Orzeszkowa, W klatce. Ciekawa powieść obyczajowa, znakomity kontrast dla będącej na ukończeniu Boskiej Komedii. Jak można zauważyć, dewizą Wikiźródeł jest różnorodność – po prawdzie, gdybyśmy zamknęli się w jednym rodzaju literatury, nie na długo by nam sił starczyło.

Wikimania okiem Teukrosa

Dwa dni minęły, w miarę doszedłem już do siebie, czas więc napisać o wrażeniach z Wikimanii.

Do Gdańska przybyłem w piątek późnym wieczorem. Po niezbyt przyjemnej podróży z solidnym opóźnieniem i szwankującą klimatyzacją, nie miałem już ani sił, ani ochoty na  jakąkolwiek aktywność, w związku z czym udałem się do wynajętego hostelu i niezwłocznie poszedłem spać.

W sobotę, około południa udałem się do Filharmonii Bałtyckiej. Żaden z punktów programu przewidzianych na godzinę 11.30 nie wzbudził mego zainteresowania, tak więc pierwszą „atrakcją” Wikimanii jaką zaliczyłem były Invited talks: Ortega & Moeller, na które poszedłem zaciekawiony, jak też na życie Wikimediów wpłynęło wprowadzenie wersji oznaczonych. Wnioski z przeprowadzonych badań na dewiki były – dla mnie przynajmniej – nieco zaskakujące; liczba edycji spod IP nie spadła (a przynajmniej nie wygląda na to, aby spadała na skutek wprowadzenia wersji oznaczonych), ilość wandalizmów wzrosła i to znacznie, oczekujące zmiany przeglądane są szybko i sprawnie. Przyznam, że spodziewałem się (i sądząc z reakcji widowni, nie tylko ja), że wprowadzenie wersji oznaczonych istotnie wpłynie na zmniejszenie ilości edycji niezarejestrowanych użytkowników. Jak widać jednak, mechanizm ten działa na tyle sprawnie, że nie jest przeszkodą dla edytujących. Co ciekawe, o wiele większym utrudnieniem niż wersje oznaczone okazało się wprowadzenie obowiązkowego opisu edycji, które faktycznie spowodowało gwałtowny spadek ilości edycji anonimowych. Po wycofaniu się z tego pomysłu, ilość edycji dosyć szybko wróciła do poprzedniego poziomu. Bardzo, ale to bardzo niepokojące okazały się (dla mnie przynajmniej) statystyki dotyczące ilości wandalizmów. Przy spadającej powoli, ale stale ogólnej ilości edycji, ilość wandalizmów rośnie wręcz wykładniczo. Całkiem możliwe, że wersje oznaczone wprowadzono w ostatnim momencie, w którym mogły zapobiec zalewie Wikipedii przez wandali.

Pocieszony ww. wnioskami, udałem się następnie na serię wykładów pod zbiorczym tytułem Exodus: Is Wikipedia Dying or Maturing? Tym razem wnioski nie okazały się tak optymistycznie. Ilość edycji na Wikipedii (rozumianej jako całość, wszystkie wersje językowe) spada. Pocieszające jest to, że są wersje językowe (rosyjska dla przykładu), które rozwijają się bardzo dynamicznie, można też spodziewać się, że coraz większe znaczenie będą mieć wersje w językach nie-europejskich (WMF przewiduje, że w ciągu kilku lat udział anglojęzycznych użytkowników w projektach spadnie do około 10%). Niezbyt interesująco wypadła analiza przyczyn, dla których z projektów odchodzą użytkownicy. Potwierdziła w zasadzie to, co wszyscy wiemy – że im dłużej dana osoba edytuje projekt, tym większa szansa, że przyczyną odejścia będą problemy o charakterze osobistym, nie merytorycznym. Nie padły żadne propozycje naprawy tego stanu rzeczy, ale też nie bardzo widzę, co można by tu zrobić. Zaskakujące jest to, jak bardzo kontakt przez sieć znosi samoograniczenie; codziennie na Wikipedii widuję wypowiedzi, które – jestem tego pewny – nigdy by nie padły, gdyby miały zostać wypowiedziane w twarz rozmówcy. Nieco ciekawiej wypadła analiza edycji i revertów dokonana przez Erika Zachte, z której już wyraźnie widać było to, co zasygnalizowane zostało wcześniej przy omawianiu wersji oznaczonych – Wikipedia powoli, ale w widoczny sposób traci edycje i edytujących. Ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich obecnych, nie wyłączając prowadzącego, był fakt, że na japońskiej Wikipedii praktycznie nie stosuje się revertu.  Czyżby miejscowa tradycja?

Niedziela rozpoczęła się dla mnie od wykładu Jimbo Walesa. Poświęcony głównie problemom w tworzeniu nowych wersji językowych Wikipedii, sprawiał wrażenie niejako odpowiedzi na wyżej wymienione problemy.  Jak wynika z wykładu, trudności techniczne i logistyczne związane z dotarciem do nowych użytkowników w Azji czy Afryce dopiero są rozpoznawane, a co ciekawe, jedną z pierwszych zidentyfikowanych trudności w rozpowszechnianiu Wikipedii okazał się brak komunikacji pomiędzy lokalnymi wikispołecznościami a WMF.

Czwartym, i ostatnim punktem programu w którym wziąłem udział, był panel Academic Researchers and Wikipedia, będący przeglądem anglojęzycznych publikacji naukowych dotyczących Wikipedii, jakie ukazały się w ostatnim roku. Przegląd był oczywiście bardzo pobieżny i skrótowy, ale interesujący – co szczególnie ciekawe, widać że uczeni zajmują się Wikipedią nie tylko od strony czysto teoretycznej, ale i niekiedy podsuwają całkowicie praktyczne pomysły na ulepszenia w oprogramowaniu MediaWiki. Późniejsza dyskusja panelowa przerodziła się w rozważania na temat etyki badań z udziałem użytkowników Wikimediów. Widoczne były dwa stanowiska; dosyć radykalne „osoby działające w przestrzeni publicznej muszą liczyć się z tym, że ich zachowania będą w dowolny sposób badane” i „niezależnie od tego, czy dana przestrzeń jest publiczna, czy nie, powinniśmy zawsze mieć na względzie dobro badanych”. Nie wdając się w to, w którym z tych stanowisk jest więcej racji, pozwolę sobie zauważyć, że era anonimowości w internecie minęła bezpowrotnie. Całkiem dosłownie jedynym sposobem na jej zachowanie, jest powstrzymanie się od używania sieci. Padające podczas dyskusji przykłady („nie życzę sobie, aby bot podpisywał moją wypowiedź, bo chcę się wypowiadać anonimowo”) doprowadzają do wniosku, że do standardowego kompletu ostrzeżeń przy edycji/rejestracji przydałoby się wielkimi literami dodać „Pamiętaj – edytując Wikipedię nie jesteś anonimowy!”

A jakie ogólne wrażenia?

Przerwy. Dużo przerw. Długie przerwy. Rzecz jasna, wszystkie zaplanowane – na kawę, na obiad, na kolację, na odpoczynek.  Owszem, dzięki temu można było się zrelaksować, ale takie rozwiązanie miało i złą stronę – prawdopodobnie było przyczyną (albo jedną z przyczyn), że na Wikimanii odbywały się jednocześnie cztery bloki programowe. Oznacza to, że nieważne jak ktoś się starał, był w stanie uczestniczyć jedynie w 1/4 programu (przykładowo – uczestnicząc w zaledwie czterech punktach programu, zaliczyłem około 60% tego, co mogłem). Oczywiście, nie można powiedzieć abym tych przerw całkiem żałował – dzięki nim było dosyć czasu, aby odnaleźć i do woli nagadać się ze wszystkimi znajomymi Wikimedianami.

Pominięcie projektów siostrzanych. Możliwe, że pechowo nie trafiłem na odpowiedni wykład, ale odniosłem wrażenie, że na Wikimanii zajmowano się wyłącznie Wikipedią i MediaWiki. Można by pomyśleć, że spadek zainteresowania Wikipedią sprawi, że poczynione zostaną jakieś kroki mające na celu dotarcie do osób nie zainteresowanych tworzeniem encyklopedii; niestety, nic z tego. Przeciwnie, wysiłki idą w kierunku zatrzymania odpływu użytkowników z Wikipedii i ułatwienia tworzenia jej treści.

Potworny upał. Jak dla mnie, to na takie imprezy pogoda najgorsza z możliwych. Co prawda Filharmonia była dobrze klimatyzowana, ale aż do wieczoru po mieście nie sposób było się poruszać.  Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku w Hajfie mogą panować podobne warunki, nie byłoby od rzeczy zatrudnienie wolontariuszy do wachlowania uczestników…

Wreszcie, odniosłem wrażenie – ciekawe, jak inni uczestnicy – że Wikimania to impreza raczej podsumowująca, aniżeli  wytyczająca nowe kierunki działania. Z czterech punktów programu, w których uczestniczyłem, trzy miały charakter całkowicie podsumowujący, a tylko wykład Jimbo Walesa wnosił coś zupełnie nowego. Patrząc na rodzime tradycje, odnoszę wrażenie że nasz GDJ jest na swój sposób ciekawszy (niezależnie od tego, co uda się później zrealizować).

Ogólnie wyjazd oceniam jako udany, aczkolwiek niezwykle męczący. Z tego też względu tylko w ograniczonym zakresie wziąłem udział w życiu towarzyskim otaczającym Wikimanię; co najbardziej doceniam, to możliwość poznania na żywo osób, z którymi normalnie spotykam się wyłącznie w sieci. Pod tym względem Wikimania była bardzo udana, bodaj najbardziej ze wszystkich zlotów Wikimedian, w jakich brałem udział; zdecydowanie warto było.

A teraz cóż, pozostaje tylko czekać na kolejne spotkanie, tym razem w bardziej polskim gronie.

« Older entries